forum     goście     linki     kontakt     szukaj     start         
Nasze informacje
Wystawa
Archiwum
Tamte czasy
Nasza sonda
Adam Michnik nie został zaproszony na prezydencką uroczystość z okazji Marca 68. Fakt ów oceniasz:
negatywnie
pozytywnie
zobacz wyniki
archiwum sond

Małopolska
ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ      WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
2000-08-01
Robotnik w piątym pokoleniu
W sierpniu 1980 r. Ryszard Majdzik miał 22 lata. Obok Andrzeja Kołodzieja ze stoczni gdyńskiej i Piotra Maliszewskiego ze stoczni gdańskiej był najmłodszym przywódca strajku w Polsce. Gdy po raz pierwszy stanął przed kilkusetosobowa załoga, I sekretarz PZPR w zakładzie zapytał: "Kto takiemu gówniarzowi pozwolił zwołać zebranie?" "My" - odpowiedzieli chórem ludzie i wkrótce wybrali go przewodniczącym komitetu strajkowego w krakowskim "El-budzie".
Zaufania robotników nie zdobywało się łatwo. Majdzik zyskał je od razu i co ważne, nie stracił do dzisiaj. Milionom ludzi dopiero powstanie "Solidarności" otwierało oczy na zbrodnicza istotę komunizmu. On tę wiedzę posiadł już jako mały chłopak.

Przykład ojca
Losy jego najbliższych stanowiły najlepszą lekcję historii. Dziadka Zygmunta, ułana, w 1920 r. uczestnika wojny z bolszewikami, Sowieci zamordowali w O Staszkowie. Ojciec, Mieczysław, członek powojennego, konspiracyjnego WiN lata od 1949 do 1956 spędził w komunistycznych więzieniach, a później nieprzerwanie występował przeciwko władzom PRL, będąc wielokrotnie aresztowanym. Kilkuletni Rysiek widział wiele razy, jak milicjanci zabierają tatę. Zaciskał pięści i wiedział, ze jak dorośnie, wystawi rachunek. Kiedyś w szkolnej lekturze przeczytał: "Walka o wolność, gdy się raz zaczyna, /Z ojca krwią spada dziedzictwem na syna, /Sto razy wrogów zachwiana potęgą, skończy się zwycięstwem". Gdy podrósł esbecy przychodziU już po dwóch Majdzików: ojca zabierali razem z synem. W 1977 r. Ryszard nawiązał pierwsze kontakty z opozycyjnym, krakowskim Studenckim Komitetem "Solidarności" powstałym po zamordowaniu przez SB studenta Stanisława Pyjasa. Z kolegami drukował pierwsze ulotki.
- Matryce robiliśmy z folii aluminiowej, którą nakłuwaliśmy igłą - opowiada. Działalność tę przerwało wezwanie do wojska, gdzie dosłużył się stopnia kaprala. Wiosną 1979 r. aresztowano go, gdyż opowiadał żołnierzom o Katyniu. Prokurator krzyczał: "Tego bandytę trzeba zabić, bo atakuje władzę ludową". Odmówił zeznań i nic nie podpisywał. Nigdy nie rozmawiał z esbekami. Taką szkołę dostał od ojca, który w tym czasie wyruszył w samotnej pielgrzymce do Kalwarii Zebrzydowskiej w intencji zwolnienia syna. Niósł ze sobą ogromny krzyż. Po drodze odebrali mu go esbecy i pobili do nieprzytomności. Ryszarda wypuszczono w lipcu 1979 r., papieską pielgrzymkę spędził w więzieniu.
Po zwolnieniu wrócił do pracy w "Elbudzie" i włączył się w działalność opozycyjną. Ojciec był jednym z jawnych założycieli Konfederacji Polski Niepodległej, syn aktywnym działaczem konspiracyjnym.

"Rysiek, trzeba ruszyć Kraków"
Gdy w lipcu 1980 r. rozpoczęły się pierwsze strajki w "Ursusie", a później na Lubelszczyźnie, Ryszard z kolegami drukował ulotki, malował napisy na ścianach. Pod koniec sierpnia strajkowało już całe Wybrzeże. W Krakowie, na krótko, przerywały pracę tylko poszczególne wydziały ówczesnej Huty im. Lenina. Wtedy usłyszał od ojca: "Rysiek, trzeba ruszyć Kraków". Zapytał, jak to zrobić? "Powiedz coś o centusiach".
24 sierpnia 1980 r. Ryszard przyszedł do pracy i założył biało-czerwoną opaskę. Na tokarce powiesił kartkę: Ja Ryszard Majdzik, robotnik w piątym pokoleniu, solidaryzuję się z Wybrzeżem i jego postulatami i ogłaszam czterogodzinną przerwę w pracy". Był zdecydowany strajkować samotnie. Jednocześnie w nowohuckiej "Arce Pana", ojciec wraz z m.in. Janem Franczykiem, Adamem Macedońskim, Stanisławem Palczewskim, Stanisławem Torem rozpoczęli głodówkę popierającą stoczniowców.
Tymczasem w "Elbudzie" aktywiści PZPR straszyli Ryszarda, grożąc: "my cię, Majdzik, załatwimy", ale koledzy wzywali już pracowników, aby na przerwie śniadaniowej zebrali się w stołówce. Pierwszy raz miał przemówić do kilkuset ludzi, trzy razy podchodził do drzwi, zanim zdecydował się wejść. Zgodnie z radą ojca powiedział "coś o centusiach" i przeczytał 21 postulatów stoczniowców. Kilka godzin później ośmiusetosobowa załoga krakowskiego Zakładu Konstrukcji Stalowych "Elbud" wybrała go przewodniczącym komitetu strajkowego. Nie pracowali przez sześć dni. Był to jeden z pierwszych i najdłuższy przedsierpniowy strajk w Malopolsce.

Łzy milicjanta
l września 1980 r. był już w stoczni gdańskiej. Spotkał się z Wałęsą, Borusewiczowi przekazał pieniądze zebrane przez załogę "Elbudu". Wrócił z materiałami związkowymi i rzucił się w wir związkowej pracy. Do "Solidarności" chcieli należeć wszyscy. Wybrano go przewodniczącym Komisji Zakładowej w "Elbudzie", a później członkiem prezydium Zarządu Regionu i komisarzem strajkowym. "Solidarnościowy karnawał" trwał do wprowadzenia stanu wojennego, 13 grudnia 1981 r. Przed pierwszą w nocy zomowcy przyszli po obu. Przy kilkunastostostopniowym mrozie zabrano ich tylko w samej bieliźnie. Dwa dni później załadowano do milicyjnej "budy". Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów wszystkim kazano wysiąść. Zostawiono tylko Majdzików. Samochód ruszył i zatrzymał się po kilkunastu minutach. Przez szczelinę dostrzegli cmentarz. Wcześniej tyle razy słyszeli od esbeków, że takich jak oni trzeba zabić. "Synu, chyba śmierć przyszła. trzeba się przygotować. Jak będziesz umierał?" - zapytał ojciec. "Godnie, ale nie dam się od razu, będę uciekał" - odpowiedział Ryszard. Oboje uklękli i zaczęli się głośno modlić. Pilnujący ich milicjant rozpłakał się.

Nie o taką Polskę...
Kilka minut później znaleźli się w komisariacie w Wiśniczu, gdzie znów usłyszeli: "Takich Majdzików to tylko zabić". Uwięziono ich w obozie internowania. Ryszard przez 51 dni prowadził głodówkę. Zabrano go do szpitala, skąd uciekł. Ważył wtedy 37 kg i wyglądał jak 17-letni chłopak, co nawet pomagało mu w ukrywaniu się. Potem były lata konspiracji, aresztowań, zwalnianie z pracy, aż do 1989 r. W pamięci pozostały jednak na zawsze czasy tamtej wielkiej, heroicznej "Solidarności", ogromnych nadziei i wiary w Polskę bez komunistów, jak w dowcipie: "- Ile miejsc w wolnych wyborach do Sejmu zdobędzie PZPR? - Dwa: portiera i szatniarza". Historia potoczyła się jednak inaczej. Co zostało z tamtych solidarnych czasów? Gdy Majdzika w stanie wojennym przyjęto do "Elbudu", był wycieńczony głodówką, ukrywaniem się. Jak wspomina, została z niego tylko połowa. Dyrekcja zakładu skierowała go do najcięż- szych, akordowych prac. Nie miał siły podnosić stalowych elementów, ale usłyszał wtedy od kolegów: "Rysiek, nie martw się, wszystko zrobimy za ciebie". Solidarnie.

Jarosław Szarek

Droga, nr 28-29, sierpień 2000
ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ      WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 



 
za: Promieniści nr 10/86 z 1987-02-16
kalendarz:
1989-04-20Rejestracja Solidarności Rolników Indywidualnych
1984-04-20Odrzucenie propozycji uwolnienia, w zamian za wyrzeczenie się działalności politycznej
Internetowe Archiwum Opozycji Demokratyczej w Małopolsce lat 1976-1989
           Realizowane przy współudziale Stowarzyszenia dla Małopolski            
poleć ten serwis znajomemu