forum     goście     linki     kontakt     szukaj     start         
Nasze informacje
Wystawa
Archiwum
Tamte czasy
Nasza sonda
Adam Michnik nie został zaproszony na prezydencką uroczystość z okazji Marca 68. Fakt ów oceniasz:
negatywnie
pozytywnie
zobacz wyniki
archiwum sond

Małopolska
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
2005-08-30
W rytmie Warszawianki
Wiosną 1981 r. w jednym z lokalnych biuletynów "Solidarności" przeczytałem nieznany mi wcześniej wiersz Jerzego Narbutta "Solidarni". Pod tekstem była informacja od redakcji, że jest to utwór proponowany na hymn NSZZ "Solidarność". Byłem pod wrażeniem lektury wiersza. Odnalazłem w nim romantyczną determinację, tak dobrze znaną z "Warszawianki" 1831 roku Kazimierza Delavigne'a (w tłumaczeniu Karola Sienkiewicza): "Kto przeżyje, wolnym będzie, kto umiera, wolnym już". U Narbutta był podobny ton: "Bo lepiej byśmy stojąc umierali niż mieli klęcząc na kolanach żyć".

Fundament
Różnica polegała na tym, że "Warszawianka" była wezwaniem do walki, która już się zaczęła. Publicznie odśpiewano ją po raz pierwszy 25 stycznia 1831 r., w dniu detronizacji cara Mikołaja I jako króla Polaków. Powstanie Listopadowe było w niej dniem "krwi i chwały", który miał prowadzić do dnia "wskrzeszenia" wolnej Polski. "Solidarność" w wierszu Jerzego Narbutta jawiła się jako "nasz dzień", choć "jutro jest nieznane". Nie bacząc na to nieznane jutro, na realną groźbę ze strony sowieckiego lewiatana, trzeba tak żyć, jakby nam dano nie chwilę wolności, nie dzień, lecz cały wiek. Pora położyć fundament pod wolny kraj. Gdyby jednak ktoś chciał zapalić nasz polski dom, to zaiste, lepiej umrzeć w jego obronie, niż żyć jak dotychczas na kolanach!

"Nasz wiek"
Każde słowo wiersza elektryzowało czytelnika. Byłem już zmęczony, tak jak chyba większość Polaków w tym czasie, nieustannym napięciem i nawoływaniem do samoograniczania się "Solidarności", do przeciwstawienia się groźbie prowokacji ze strony komunistycznego "betonu" i bezpieki. Były to nawoływania niewątpliwie uzasadnione, czego dowodem jest prowokacja bydgoska w marcu 1981 r. i wiele innych niepokojących zdarzeń. Te nawoływania powodowały jednak stopniowe "rozbrajanie" wielomilionowej rzeszy skupionej w "Solidarności" i jej zmęczenie. Dla mnie "Solidarność" nie była żadnym związkiem zawodowym, tylko ogólnonarodową organizacją, która miała doprowadzić kraj do niepodległości. Kiedy zostałem delegatem na zjazd regionalny w Gdańsku, wyobrażałem sobie, że jestem radnym prawdziwej, a nie tej oficjalnej Wojewódzkiej Rady Narodowej. Przecież to my pochodziliśmy z wyborów, a oni byli wyznaczeni przez partię komunistyczną. Podobnie, gdy w "Olivii" odbywał się I Krajowy Zjazd "Solidarności", każdy z delegatów wydawał się posłem niepodległej Rzeczypospolitej. Przecież nie byli posłami ci wszyscy naznaczeni, zgodnie z sowieckim rytuałem, przez politbiuro; te manekiny podnoszące jednogłośnie ręce na komendę podaną przez przewodnika stada.
Słowa "Solidarnych" były więc jakby brakującym ogniwem, postawieniem kropki nad "i". My nie tworzymy "rad robotniczych", "komitetów" ani nie budujemy nowej wersji "socjalizmu z ludzką twarzą". Teraz chcemy więcej. Chcemy wolnej Polski. Może jeszcze nie dziś, ale żyć trzeba bez strachu; tak jakby cały "nasz wiek", cała przyszłość otwierała się na to dzieło.

Tradycja
Autor hymnu był mi już wówczas znany - przede wszystkim jako jeden z sygnatariuszy listu polskich intelektualistów przeciwko planom zmian w konstytucji PRL. Zmiany miały polegać na wprowadzeniu zapisów o wiecznej przyjaźni z Sowietami i o tym, że partia komunistyczna jest "wiodącą siłą", czyli rządzi z mocy konstytucji, bo jej się to należy "historycznie"! Wiadomo, co była warta konstytucja w państwie podporządkowanym Sowietom, ale trzeba zauważyć, że takich zapisów nie ośmielił się wprowadzić nawet Stalin w roku 1952! Nieznane były Polsce od roku 1768, kiedy to delegacja sejmowa, wyłoniona spośród zdrajców przez rosyjskiego posła Nikołaja Repnina, uchwaliła "w imieniu" całego Sejmu traktat gwarancyjny z Rosją.
Jerzy Narbutt, urodzony w roku 1925, pochodzi z kresowej rodziny o ugruntowanych tradycjach patriotycznych. Jego dziadek był uczestnikiem Powstania Styczniowego, ojciec Antoni redagował "Tygodnik Wileński". Jerzy Narbutt urodził się w Warszawie i tu przeżywał trudną, a zarazem piękną młodość w Szarych Szeregach, którą kończyło Powstanie Warszawskie. Po wojnie przez kilka lat ukrywał się, zagrożony aresztowaniem przez UB. W końcu został jednak uwięziony. Po 1956 r. współpracował z prasą katolicką. Po podpisaniu listu w sprawie konstytucji nie mógł nigdzie publikować. W tej sytuacji skorzystał z drugiego obiegu, pisząc na łamach "Zapisu", "Spotkań", "Opinii" i "Rzeczpospolitej". W okresie pierwszej "Solidarności" działał w Komitecie Obrony Więzionych za Przekonania, domagając się uwolnienia więźniów politycznych. W czasie stanu wojennego ukrywał się w klasztorach Ojców Kapucynów. Obecnie jest szanowanym członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Pen Clubu. Publikuje felietony w "Tygodniku Solidarność". Człowiek takiego formatu 26 listopada 1980 r. napisał hymn dla "Solidarności". Nic dziwnego, że utwór ten zrobił wówczas na mnie i na pewno nie tylko na mnie, tak ogromne wrażenie.

To nie Broniewski...
W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od dygresji. W ostatnim numerze "Biuletynu IPN" Agnieszka Dębska pisze - w ciekawym zresztą szkicu o poetach czasu "Solidarności" - że "Solidarni" Jerzego Narbutta "przywodzą na myśl poetykę 'Bagnetu na broń'" Władysława Broniewskiego. Narbutt naśladujący Broniewskiego! Naśladujący poetę, który mimo doświadczeń w sowieckim więzieniu na lwowskim Zamarstynowie, mimo zaklęć wypisywanych w tym okresie, wraca po wojnie do kraju i pisze koszmarne wierszydła, w których Stalin jest maszynistą prowadzącym światowy parowóz w przyszłość, a sam poeta "kłania się rewolucji radzieckiej czapką do ziemi". Naśladujący poetę, który w nagrodę za swe "zasługi" dostaje od Bieruta willę w Warszawie. Który wraca do prawdy o Polsce jedynie w pijanym widzie. Zostańmy już lepiej przy "Warszawiance"! No, może jeszcze parę innych utworów z naszego narodowego lamusa dałoby się wskazać jako źródło inspiracji dla poety. Jako harcerz Jerzy Narbutt znał na pewno hymn Szarych Szeregów napisany przez Tomasza Jaźwińskiego "Julka" w roku 1943. Tam też się mówi, że będziemy walczyć, jeśli będzie taka potrzeba: "Gdy rzucą nam wyzwanie z zachodu czy ze wschodu, Ruszymy do pochodu - Zawisza miecz nam poda". Przede wszystkim jednak będziemy budować: "Otworzym wszerz podwoje dla trudu, dla pokoju i będzie Polska młodą, my będziem Polakami, i staniem w straż przed Gmachem szarymi szeregami"...

W rękach Markowskich...
Muzykę do wiersza napisali, niezależnie od siebie, dwaj kompozytorzy: Jerzy Niedźwiedzki oraz Stanisław Markowski ze znanego częstochowskiego rodu artystów - syn malarza Kazimierza Markowskiego, brat malarza Aleksandra, autora słynnego obrazu "Pośrodku nocy", eksponowanego w czasie stanu wojennego na Jasnej Górze, alegorii tamtych czasów. Markowskich, poza malarstwem i fotografią, która jest domeną Stanisława, łączy też muzyka. Aleksander od niemal 10 lat prowadzi wieczory poezji, muzyki i pieśni polskich. Szuka "zapomnianych melodii, gdzieś pod sercem ukrytych" i przypomina je. Robi to z wielką pasją i z sercem. Markowskich łączy także patriotyzm najczystszej próby. Wiersz Jerzego Narbutta nie mógł się dostać w lepsze ręce. W grudniu 1980 r. kompozycja Stanisława była gotowa do wykonania.

Hymnu nie budjet...
Jak wspominał Jerzy Narbutt w "Tygodniku Solidarność" (nr 51-52/2000), "Solidarni" z muzyką Jerzego Niedźwiedzkiego (jeszcze z listopada 1980 r.) mieli być formalnie przyjęci przez I Krajowy Zjazd NSZZ "Solidarność" w gdańskiej "Olivii" jako hymn Związku. Pojawiły się jednak przeszkody. "Ten hymn najwyraźniej się nie spodobał Jackowi Kuroniowi. Zarzucał tekstowi podobno przesadną bojowość, a muzyce nadmierne podobieństwo do pieśni... hitlerowskich [!]. Wezwał do siebie Niedźwiedzkiego i kazał mu się wycofać z całego przedsięwzięcia. Gdy roztrzęsiony kompozytor opowiadał mi o tym w kawiarni Związku Literatów, namawiałem go, aby zlekceważył tę intrygę. Kuroniowe weto jednak jakoś zadziałało"...
W przeciwieństwie do Jerzego Niedźwiedzkiego, dla Stanisława Markowskiego opinia Jacka Kuronia, byłego walterowca i działacza ZMP, nie miała żadnego znaczenia. Nie ma hymnu Narbutta i Niedźwiedzkiego, będzie więc hymn Narbutta i Markowskiego. Tym bardziej że prawykonanie pieśni odbyło się 31 stycznia 1981 r. w Krakowie - niemal dokładnie w 150. rocznicę głośnego wykonania "Warszawianki" podczas detronizacji cara jako króla Polski! "Od tego czasu - wspomina dalej Jerzy Narbutt - jego muzyka na stałe związała się z moim tekstem, tworząc integralny utwór, często śpiewany przez działaczy 'Solidarności' w obozach internowania".
Tu trzeba jeszcze dodać, że Stanisław Markowski miał także przejścia z Kuroniem. Wspomina je tak: "Gdy pojechałem do Gdańska, aby fotografować Festiwal Piosenki Prawdziwej, na wszelki wypadek zabrałem te nuty ze sobą. Pod koniec poszedłem za kulisy, było pianino, zagrałem. Otoczyli mnie artyści. Jacek Kaczmarski zaczął pogrywać na gitarze i nagle wszyscy doszli do wniosku, że 'Solidarni' to byłby świetny utwór na finał. Ale wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Przyszedł Maciej Pietrzyk i oświadczył, że tej piosenki nie można wykonać, bo sobie tego nie życzy pan Kuroń"...
Po latach
Podczas 13. Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ "Solidarność" w Spale, 2 grudnia 2000 r. "Solidarni" Jerzego Narbutta i Stanisława Markowskiego zostali oficjalnie uznani za hymn Związku. Dobre i to, choć dla autorów na pewno większe znaczenie miałby taki akt ustanowiony przez gremia pierwszej, historycznej "Solidarności". Z pieśniami narodowymi jest jednak tak, że żyją własnym życiem, niezależnie od tego czy podobają się ważnym osobom, czy nie. Dwa tygodnie po rejestracji NSZZ "Solidarność", po pierwszym poważnym kryzysie od czasu podpisania porozumień sierpniowych, 26 listopada 1980 r. w Ursusie utwór został odczytany robotnikom, którzy przyjęli go z aplauzem. I to był najważniejszy moment w życiu pieśni, która stała się hymnem wielkiego, narodowego ruchu. Teraz jednak, po 25 latach, powinniśmy dopilnować, by dalej żyła wśród nas i by jej piękne przesłanie przypominało, czym dla Polaków był Sierpień roku 1980. Aby pieśń żyła, trzeba ją śpiewać przy różnych okazjach. Solidarni, nasz jest ten dzień, a jutro jest też nasze...

Piotr Szubarczyk

Nasz Dziennik, 30 sierpnia 2005, nr 202 (2307)


Hymn "Solidarności"

Jerzy Narbutt
mel. Stanisław Markowski

Solidarni, nasz jest ten dzień,
A jutro jest nieznane,
Lecz żyjmy tak, jak gdyby nasz był wiek,
Pod wolny kraj spokojnie kładź fundament.

A jeśli ktoś nasz polski dom zapali,
To każdy z nas gotowy musi być,
Bo lepiej byśmy stojąc umierali
Niż mamy klęcząc na kolanach żyć!

Solidarni, nasz jest ten dzień;
Połączmy się, bo jeden jest nasz cel.
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 



 
za: Promieniści nr 10/86 z 1987-02-16
kalendarz:
1989-04-20Rejestracja Solidarności Rolników Indywidualnych
1984-04-20Odrzucenie propozycji uwolnienia, w zamian za wyrzeczenie się działalności politycznej
Internetowe Archiwum Opozycji Demokratyczej w Małopolsce lat 1976-1989
           Realizowane przy współudziale Stowarzyszenia dla Małopolski            
poleć ten serwis znajomemu