forum     goście     linki     kontakt     szukaj     start         
Nasze informacje
Wystawa
Archiwum
Tamte czasy
Nasza sonda
Adam Michnik nie został zaproszony na prezydencką uroczystość z okazji Marca 68. Fakt ów oceniasz:
pozytywnie
negatywnie
zobacz wyniki
archiwum sond

Małopolska
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
1997-12-31
Solidarni do końca
Wszystko zaczęło się w stanie wojennym, gdy wrócił z internowania działacz nowohuckiej "Solidarności" Kazimierz Fugiel. Sytuacja wielu rodzin była wtedy wprost tragiczna. Komuniści nadal przetrzymywali w więzieniach wielu związkowców, innych wyrzucali z pracy. Ich rodziny pozostawały bez środków do życia, bez pieniędzy i prawa do "kartek" na żywność. Pomimo częstych "odwiedzin" służby bezpieczeństwa, aresztowań na 48 godzin, Kazimierz Fugiel, wraz z innymi hutnikami, zaczął organizować pomoc dla prześladowanych kolegów i ich rodzin. Przybrała ona formy składek pieniężnych, "kartek", żywności, a później rozdziału i dystrybucji darów z Zachodu. Wtedy, w podziemiu, uczyli się sprawnej organizacji i współpracy. Kiedy rozpadał się blok komunistyczny, osoby działające przy tej pomocy, postanowiły ją sformalizować. Rozwinąć skrzydła trochę pomógł im przypadek. Ze Szwecji nadszedł niespodziewanie transport używanych i nowych dresów tamtejszej kadry olimpijskiej. Postanowiono, że nie zostaną one rozdane, lecz będą sprzedane za symboliczną cenę. Tak powstał fundusz Towarzystwa Solidarnej Pomocy (TSP), który odtąd wielokrotnie "uruchamiany", umożliwił wsparcie wielu przedsięwzięć, jak pokrycie kosztów przewozu pomocy humanitarnej, czy dotacje na cele charytatywne.

Korzystając z wsparcia przyjaciół z Zachodu, w większości Niemiec i Francji, a także dobrodziejów z kraju ruszyli z pomocą za granicę. Po Rumunii była Białoruś, gdzie odnajdywali potrzebujących w Barano-wiczach, Grodnie, Lidzie. Kłopoty prawie natychmiast zaczęły się po dojściu do władzy Łukaszenki. Na przykład na granicy zaczęto utrudniać załatwienie formalności. Dlatego świetnie układająca się dotąd współpraca z Białorusinami, musiała zostać zawieszona.

Ruszono więc na Ukrainę i okazało się, że im dalej na wschód, tym większa jest bieda, a równocześnie lepiej są zorganizowani i mniej skłóceni Polacy. Na granicy początkowo przyjmowano ich nieufnie, zwłaszcza że logo Towarzystwa na masce samochodu, z wyeksponowanym napisem "Solidarność", nie pozostawiało wątpliwości, kto "to" wszystko zorganizował. Po pewnym czasie jednak lody w stosunkach TSP-owsko - ukraińskich mocno nadtopniały.

Na Litwie natomiast prezes TSP - Kazimierz Fugiel czuje się najlepiej, dosłownie jak przed laty w rodzinnej wiosce koło Łańcuta. "Tu nikogo nie biją", a Polacy kultywują tradycje, organizują życie kulturalne i oświatę, funkcjonują tu kółka teatralne, biblioteki. Kiedyś Towarzystwo zawiozło do zaprzyjaźnionej parafii biblioteczkę po zmarłym krakowianinie. Radość była ogromna, gdyż książki, które posiadali, w większości już się rozsypywały.

Jednak najszerszą działalność TSP prowadzi w Małopolsce. W Krakowie przy Hucie im. T. Sendzimira funkcjonuje Apteka Darów (lekarstwa w większości pochodzą z Europy Zachodniej), która tylko w mijającym roku zrealizowała kilkanaście tysięcy recept. Starając się zmobilizować potrzebujących do ... pomocy innym potrzebującym na zasadzie: "pomagając sobie-pomóż innym", za każdy lek wprowadzono symboliczną opłatę: 2 zł, bez względu na to, czy jest on wart kilkadziesiąt czy kilkaset złotych. Korzystający z apteki, którzy mają w domu niewykorzystane, a nieprzeterminowane lekarstwa, oddają je tutaj, aby się nie zmarnowały. Apteka w miarę możliwości zaopatruje też szpitale, jeśli tylko posiada potrzebne medykamenty.

Pomimo, że TSP nie prowadzi działalności gospodarczej, utrzymując się z darowizn i pracy wolontariuszy, to stara się pozyskiwać środki również z własnej inicjatywy. Tak np. dawniej w hucie często palono makulaturę, teraz zabiera się ją do skupu surowców wtórnych.

Cały czas działa również wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego. Dzięki temu kilkaset osób stale korzysta z łóżek szpitalnych, wózków inwalidzkich, chodzików, kul, itp.

W wakacje Towarzystwo organizuje kolonie, m.in. dla dzieci hutników, dzieci z rodzin ubogich oraz dla polsktgh dzieci z Litwy i Ukrainy. Dzieci z ośrodków pomoft? społecznej otrzymały dofinansowanie, zaś tym ze Wschodu pokryto koszty pobytu w całości.

Zawsze mogą też na TSP liczyć współpracownicy z Zachodu. Jesienią 1996 roku francuski EquiLibre poprosił o pomoc dla studiującej w Moskwie młodzieży z krajów tzw. "Trzeciego Świata". W wyniku walk, przewrotów zostali oni bez środków do życia oraz możliwości powrotu do ojczyzny. Wspólnie z EquiLibre, dostarczono do Rosji odzież zimową i żywność.

Kazimierz Fugiel za swoją pracę został uhonorowany w styczniu br. tytułem Krakowianina Roku '96.

W działalność Towarzystwa zaangażowany jest również inny niezwykły człowiek - Marian Nowak. Prawie 40 lat pracował w Hucie. Jego przodkowie walczyli w Powstaniu Wielkopolskim. Od 12 roku życia musiał ciężko pracować, gdyż po wybuchu wojny jego rodzina nie podpisała niemieckiej "volkslisty". Po wojnie zaczął pracować w wojsku, ale musiał odejść, jako "niepewny politycznie" (był praktykującym katolikiem). W końcu trafił do Nowej Huty i "Solidarności".

Oni powodzi nie dali się zaskoczyć. Posiadając, zakupione uprzednio z pomocą Niemców, transportowe "busy" i własną bazę, byli uniezależnieni od biurokratycznych procedur. Wprost bezcenna okazała się wówczas akcja TSP, któremu wysłanie pierwszego transportu dla powodzian zajęło kilka godzin; poprostu tyle, ile potrzeba, aby załadować samochód. Współpracowali z dziennikarzami, mającymi najlepsze rozeznanie w rozmiarach katastrofy. Zorganizowali zbiórkę wśród hutników, poprosili o pomoc krakowskich biznesmenów i władze miejskie. Jak zwykle, w tej dramatycznej sytuacji pomogli również i tym razem przyjaciele z zagranicy. Przy tej okazji ujawniły się też owoce misji na Wschodzie. Na Litwie zaprzyjaźniony proboszcz jednej z parafii, który na własne oczy widział skutki działania żywiołu, poprosił wiernych o wsparcie dla ofiar kataklizmu. Kiedy zamieniono datki na "twardą walutę" okazało się, że licząca 350 rodzin wioska zebrała ponad 2000 dolarów.

Pomimo upływu czasu Towarzystwo wciąż pomaga powodzianom:

" ... w czasie minionych, trudnych dni powodzi w Brzesku, należeli do pierwszych, którzy poza "Caritas"- nawiązali z nami kontakt. Mimo upływu dwóch miesięcy, trwa on nadal.(...) Obok i odzieży, konserw, cukru i wielu artykułów żywnościowych, poszkodowani otrzymali środki czystości, kołdry, śpiwory, wózki dziecinne, kilka wersalek. Łącznie dostarczono 10 samochodów darów. Bóg zapłać!"

"Z naszej parafii" z l października 1997 r.

Rok 1997 dobiegł końca. Dzięki Towarzystwu Solidarnej Pomocy z Nowej Huty wielu chorych otrzymało drogie lekarstwa, wielu powodzian miało się w co ubrać, wielu krakowskich biedaków miało swoją Wigilię. Pomóżmy i my pomagać potrzebującym!

Jacek Magdoń
Wzrastanie, nr 104, grudzień 1997
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 



 
za: Promieniści nr 10/86 z 1987-02-16
Internetowe Archiwum Opozycji Demokratyczej w Małopolsce lat 1976-1989
           Realizowane przy współudziale Stowarzyszenia dla Małopolski            
poleć ten serwis znajomemu