forum     goście     linki     kontakt     szukaj     start         
Nasze informacje
Wystawa
Archiwum
Tamte czasy
Nasza sonda
Adam Michnik nie został zaproszony na prezydencką uroczystość z okazji Marca 68. Fakt ów oceniasz:
pozytywnie
negatywnie
zobacz wyniki
archiwum sond

Małopolska
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
2005-08-18
Artur Janicki
Chcecie władzy
"My strajkująca załoga Telewizji Kraków ..."
Patrzę na tekst na pierwszej stronie Tygodnika Solidarność. 6 listopada 1981 roku.
Mój tekst.
To był piętnasty miesiąc Solidarności. Jak powiedział mój znajomy historyk - piąte powstanie narodowe i już zwycięskie, bo najdłużej trwające ze wszystkich powstań narodowych i zwycięskie, bo bezkrwawe.
Dla mnie to powstanie narodowe zaczęło się pod koniec sierpnia 80. Moja siostra Grażyna Rojowska była jednoosobowym sekretariatem komitetu strajkowego Huty Katowice. Pojechałem zobaczyć jak to na prawdę wygląda. Przywiozłem stamtąd pierwszy numer "Wolnego Związkowca Huty Katowice" i polecenie przekazania ich żądań do Huty Lenina.
Jak zwykle w tamtych czasach pierwszym odruchem władzy było izolowanie ognisk zapalnych. Tak więc nie wiadomo było co się dzieje na Wybrzeżu, nie wiadomo było o strajku Huty w Dąbrowie. W Krakowskiej Hucie był to niby strajk, ni to wiece za zgodą władz. W ostatnich dniach sierpnia Huta stanęła.. Maciek Szumowski (już wtedy głośny reporter, wkrótce słynny redaktor Gazety Krakowskiej) dostał zgodę na filmowanie tych wieców i narad w Hucie. Powiedziałem mu, że mam do Huty przekazać listę żądań Huty Katowice. Kombinat był już wtedy obstawiony służbami jawnymi i tajnymi, więc Maciek po prostu przemycił do Telewizji delegata z komitetu strajkowego. Nazywał się Mlonek.
Opowiedziałem mu co postulują w Katowicach, on o żądaniach Huty Lenina. Były podobne. Na czele żądanie pokojowego rozwiązania sytuacji na Gdańsku i Szczecinie, poparcie ich postulatów. Po drugie zaprzestanie szkalowania strajkujących w prasie i telewizji. Inne też podobne - poszanowanie godności pracowników, ujawnienie zadłużenia państwa. W Leninie pojawiło się żądanie transmisji przez radio niedzielnej Mszy Świętej.
Rano Mlonek wjechał z ekipą filmową do Huty, jak pojechałem do Dąbrowy.

W telewizji pojawiły się dość obszerne sprawozdania z podpisania porozumień w Szczecinie i w Gdańsku. Pamiętam zbliżenie stoczniowca w Szczecinie - po ostrej, jakby rzeźbionej twarzy płynęły łzy. Nie wierzyłem w dobrą wolę władzy. Zastanawiałem się, kiedy na tej twarzy zamiast łez wzruszenia pojawi się gniew.

Za kilka dni do "odnowy" wzięli się krakowscy dziennikarze. Piszę słowo "odnowa" w cudzysłowie, bo robiło ono wtedy szaloną karierę. PZPR uchwaliło "odnowę socjalistyczną" więc co rusz coś lub ktoś się odnawiał. No więc w klubie Pod Gruszką odnawiali się dziennikarze. Nie byłem członkiem SDP. Tak naprawdę było to Stowarzyszenie najemników "frontu ideologicznego", czego najlepszym dowodem był fakt, że prezesem Stowarzyszenia był wtedy szef Głównego Urzędu Kontroli Prasy czyli cenzury.
Więc członkiem SDP nie byłem, ale - znowu - Maciek Szumowski namówił mnie, obiecując, że będzie ciekawie. Było. Dorota Terakowska (żona Maćka) zgłosiła projekt rezolucji, w której dziękujemy robotnikom Wybrzeża, że upomnieli się o wolność słowa. Bo wśród 21 postulatów był punkt o ustawowym ograniczeniu cenzury. Dotąd cenzura działała bez żadnej kontroli i dowolnie, czyli na polecenie miejscowych sekretarzy PZPR.
Była też uchwała o solidarności ze środowiskiem Białostockim, które przysłało do Krakowa teleks z wołaniem o pomoc, bo w Białymstoku o żadnej, nawet socjalistycznej odnowie nie było mowy. Szeptano, że towarzysze z Białegostoku mają paszporty i polskie i radzieckie, i władzy warszawskiej przestali słuchać. Potem długo toczyła się dyskusja, czy te nasze uchwały mają być opublikowane i czy cenzura to "puści". Słuchałem tego zdziwiony. Wreszcie zabrałem głos, żeby to zdziwienie wyrazić. Powiedziałem, że tu, na tej sali są wszyscy od których to zależy. Jest większość redaktorów naczelnych, jest sekretarz propagandy KW i nowy pierwszy sekretarz KW. Decyzje o publikacji leżą w ich rękach, a my się dowiemy - przy okazji - z kim mamy do czynienia. Na to sekretarz KW Krystyn Dąbrowa, pykając fajkę obruszył się, że on się już zdeklarował jako zwolennik odnowy. Na drugi dzień nasze rezolucje wydrukowano. A potem pojechałem na urlop.
Gdy wróciłem w TV Kraków działała już Tymczasowa Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność.
Nie pamiętam zapisu porozumień gdańskich, ale od początku był spór, czy te porozumienia obowiązują tylko na Wybrzeżu, czy w całej Polsce. Spory trwały, tymczasem w każdym zakładzie, w każdym regionie, powstawały Niezależne Samorządne Związki Zawodowe Solidarność i wszyscy jeździli do Gdańska zgłaszać swoją przynależność do Solidarności.

Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ Solidarność z Wałęsą na czele ale i z Gwiazdą i Walentynowicz zaczęła objazd kraju. Przybyli i do Krakowa. Dzień przyjazdu. Rano w TV Kraków popłoch. Wszyscy dziennikarze tak są zapracowani, że nie ma kto jechać z ekipą, żeby zrobić sprawozdanie z pobytu Wałęsy. Chwytam te okazję w lot. Jestem dziennikarzem redakcji popularno-naukowej. (Od trzech lat dopiero, bo przez 17 lat coś tam robiłem na antenę, ale jako bezpartyjny dziennikarzem etatowym nie byłem).
Więc jako dziennikarz od popularyzacji nauki nie powinienem się mieszać do polityki i informacji. Do tego byli sprawdzeni towarzysze. Ale towarzysze "zajęci".
To charakterystyczne. Od początku były i zamiary i obawy, że cała ta zawierucha skończy się strzelaniem. Więc towarzysze nie wiedząc, co "po linii, co na bazie" woleli się nie narażać.
Wiec sprawozdanie z pierwszego pobytu Wałęsy w Krakowie zrobiłem ja.

Lotnisko. Żadnych tłumów. Grupa hutników i Zarząd Regionu Małopolska. Bez ceremonii - do autokaru i jazda do hotelu. Umieszczono ekipę z Gdańska w Hotelu pod Kopcem. Rzeczywiście - pod Kopcem Kościuszki - w dawnej austriackiej twierdzy, parę kilometrów od centrum Krakowa. Po zakwaterowaniu znowu w autokar - jedziemy na stadion Hutnika na Suchych Stawach w Mogile.
Jakoś wcześniej, na spotkaniach w Filharmonii poznaliśmy się z Andrzejem Zawadą, przewodniczącym Zarządu Regionu. Za jego zgodą z operatorem wsiadamy do autokaru. Zbliżamy się do Wawelu. Każę operatowi zrobić ujęcie Wałęsy na tle Wawelu. Byłoby lepiej, gdy na tę chwile Zawada się przesiadł. Proszę go o to, on się podrywa, wstaje... włącza się Lechu. Mówi do Zawady: dość nas już reżyserowali. Siadaj.
Ujęcie filmowe miałem gorsze, ale mi Wałęsa zaimponował.

Na Suchych Stawach tłum. Na trybunach stadionu. Płyta boiska pusta. Na środku mikrofony, Wałęsa i grupka osób. Ale nastrój znakomity.
Wałęsa powtarzający - jak wszędzie: nie ja zwyciężę, to wy. Solidarność nie da się podzielić.
Nawiązuje do poprzedników - przywódców poprzednich zmagań. Będę lub nie będę przewodniczącym Związku, ale nigdy nie przyjmę żadnego stanowiska państwowego.
Jadę z materiałem do TV. Spotkanie z tłumami na Rynku obsługuje już inna ekipa.

Wśród "odnowionych" dziennikarzy ustaliła się opinia, że my dziennikarze nie angażujemy się w Solidarność. Musimy pozostać bezstronni. Jakoś nikomu nie wydawało się stronnicze, że absolutna większość z nich należała do PZPR.

Zaczynają się spory wokół rejestracji Związku. Po paru tygodniach czytam na tablicy Związku, że w razie nie zarejestrowania Związku odbędzie się strajk pulsujący. Najpierw ma zastrajkować Gdańsk i Wrocław, potem Warszawa i Kraków (chyba tak to było).
Pomyślałem, że jeżeli władze odmówią rejestracji, to znaczy że są gotowi do użycia siły. A w takim razie muszę być z tymi, do których będą strzelać. Tak pod koniec października zostałem członkiem Solidarności.
Związek zarejestrowano.
Była dyrektywa Komisji Krajowej, że natychmiast po rejestracji mają się odbyć statutowe wybory władz wszystkich szczebli Związku. Tak więc w kilka dni po rejestracji odbyły się wybory Komisji Zakładowej w TV Kraków. Wybrano członków dotychczasowej Tymczasowej Komisji. Z jedną zmianą. W pięcioosobowej Komisji było trzech techników. Więc żeby zniwelować przewagę tej grupy, wybrano mnie. Może dlatego, że w poprzednich latach, jako student pracowałem jako "fizyczny", potem jako inspicjent i byłem zżyty z większością załogi. No i pracowałem niemal od początku istnienia TV Kraków. (Solidarność była ruchem trzydziestolatków. Ja byłem dziesięć lat starszy.)
(Moja żona Alicja działa w Solidarności Politechniki więc życie rodzinne przesuwa się na godziny nocne. To też charakterystyczne dla tamtego czasu.)

Wkrótce miały się odbyć wybory do władz Regionu i wybór delegatów na zjazd krajowy.
W oznaczonym dniu w filharmonii tłum delegatów z Małopolski. Czekamy. Czekamy. Ktoś wchodzi na estradę i ogłasza, że wyborów nie będzie. I nagle ktoś z sali dorywa się do mikrofony i krzyczy, że my robotnicy nie dopuścimy do skrzywdzenia Wałęsy. Coś jeszcze krzyczał o zakusach pozbycia się Wałęsy-robotnika.
Rozchodzimy się gubiąc się w domysłach.
Potem nieoficjalnie mówi się, że wybory do władz regionu i władz krajowych zostały odsunięte na później, bo istnieje obawa, że do władz dostaną się agenci bezpieki.

Wejdą - nie wejdą ... Tak śpiewano nawet w kabaretach.
W każdym razie świadomość zagrożenia była obecna wszędzie i zawsze. O tym się nie mówiło. Ale czuło. Nie był to strach.
Panowało przekonanie, że należy postępować tak, jak przystało obywatelom - gospodarzom kraju, regionu, fabryki czy instytucji. I należy robić co należy i można. Pilnie.
A więc przypominać o 3 Maja, o 11 listopada, o historii i tradycji. Sprawiedliwie dzielić wczasy i kolonie, sprawiedliwie przydzielać mieszkania i premie kwartalne.
Naprawiać co się da. A naprawiać należało wszystko.

Wziąłem udział w tworzeniu w Krakowie Polskiego Klubu Ekologicznego. Sześćdziesięciu wybitnych uczonych opracowało raport, z którego wynikało, że Kraków jest w stanie katastrofy ekologicznej. Rozpoczęliśmy walkę o zamknięcie najbardziej szkodzącej Krakowowi Huty Aluminium w Skawinie. Z powodzeniem.
Stworzyliśmy Obywatelski Komitet Ratowania Krakowa. Zagrożeniem - obok ekologicznego - była działalność Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Przyjęty przez SKOZK system "rewaloryzacji blokowej" zagrażał zabytkowej substancji miasta.
Zaprzyjaźniłem się z p. Wilczyńskim - akowcem i sybirakiem, pracującym w zarządzie rewaloryzacji. Udostępnił nam prawdziwe dane, wskazujące że koszty rewaloryzacji są pięciokrotnie wyższe od kosztów budowy nowych obiektów. Przyczyna ? Gigantyczne złodziejstwo.
To okres po reformie administracji i utworzeniu 37 nowych województw. A zatem 37 x kilkanaście siedzib i jeszcze więcej willi dla nowych wojewódzkich dygnitarzy. Sprowadzane dla odnowy Krakowa "dewizowe" materiały sprzedawano za bezcen nowym sekretarzom, komendantom MO i SB. Gdy wybuchła afera, 72 osoby - płotki - trafiły do więzienia.

Tu wracam uwagę na moje "naukowe odkrycie": stan wojenny został wprowadzony dlatego, że wkrótce poszłoby do wiezienia ok. pół miliona najbardziej zaufanych towarzyszy z nomenklatury PZPR.

Obrazek z życia. Jadę tramwajem do TV na Woronicza w Warszawie. Stajemy na przystanku a motorniczy otwierając drzwi wesoło pokrzykuje: złodzieje ! Wysiadać !
Nawet tygodnik ZMSu - młodzieżówki komunistycznej - "Płomienie" oskarżył czołową prezenterkę telewizji Irenę Dziedzic o to, że cały dom urządziła sobie "prezentami" od fabryk mebli, dywanów, lodówek i telewizorów, za które nie zapłaciła grosza. Słowo "prezenter" nabrało nowego sensu, bo nie jedna Dziedzic takie prezenty przyjmowała.

Komisje Zakładowe Solidarności niemal w każdym przedsiębiorstwie, gminie, mieście, województwie, odkrywały nadużycia i złodziejstwa. Komisje Zakładowe, Zarządu Regionów Związku pilnowały, żeby toczyły się śledztwa. Ponaglały prokuratury. Opisywały afery w związkowych biuletynach. Na Podbeskidziu trwał strajk o to, żeby odwołać wojewodę - aferzystę. Po półtora roku kończyły się pierwsze śledztwa. Sprawy trafiały do sądów. Gdyby nie stan wojenny odbyłoby się kilkadziesiąt tysięcy spraw o nadużycia. Co by zostało z PZPR ?
Trzeba pamiętać, że dekret o stanie wojennym zawierał kilkadziesiąt przepisów o karach za działania po 13 grudnia 81. I jeden przepis - o abolicji - o odstąpieniu od ścigania za przestępstwa z przed 13 grudnia. Setki tysięcy towarzyszy-złodziei odetchnęło.
To prawdziwy sens stanu wojennego.

Jak opowiadał mi bibliotekarz z Monte (z więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie), w dniu w którym osadzono na Monte Mietka Gila i Staszka Nowaka za organizację strajku w Hucie, w tym samym dniu wypuszczono z więzienia aferzystów z Myślenic, którzy sprzedawali chłopskie działki nad zalewem w Dobczycach towarzyszom z Krakowa.

Ale próbowaliśmy też budować. Jako dziennikarz śledziłem prace powołanej przez Senat UJ komisji dla opracowania ustawy o szkolnictwie wyższym. Zrobiłem film o samorządności UJ przez wieki.
Jako przedstawiciel Solidarności brałem udział w pracach Społecznego Instytutu Inicjatyw Ustawodawczych przy UJ. W zespole prof. Antoniego Kopfa pracowaliśmy nad ustawą prasową, z osobnym rozdziałem o telewizji publicznej.

Udało mi się zrobić film o grobach królewskich na Wawelu. W 25 minutowym filmie 7 minut poświęciłem Józefowi Piłsudzkiemu. Była to jedna z pierwszych w telewizji prezentacja Postaci Marszałka bez tendencyjnej, czarnej propagandy. Zrobiłem program o Ignacym Daszyńskim, pokazując, że można być socjalistą i patriotą.

To wszystko było możliwe dzięki Solidarności i było robione przez ludzi Solidarności.

Wracam znowu do poczucia, że "to wszystko skończy się czołgami". W wakacyjnym nastroju wracamy z kolegą z Warszawy. Okrężną drogą przez Kazimierz n. Wisłą. Wstępujemy do znajomego rolnika pod Kraśnikiem. Dochodzimy do wniosku, że władza wyprowadzi na nas czołgi. Ja - historyk - twierdzę, że coś tam ze zdobyczy Sierpnia zostanie, ale cofniemy się znowu o kilka lat. Kolejny kryzys nastąpi za dziesięć lat. I znowu coś się uda na drodze do wolności. Rolnik zgadza się, że wyjadą czołgi. Że się "cofnie". Ale następny wybuch, który zmiecie komunę, będzie za trzy lata. Zakładamy się o pół litra wódki. Tymczasem wypijamy tylko ćwiartkę. Bo drugą ćwiartkę musi zostawić dla ... krowy. ??? Tak. Gdy krowę rozedmie daje się jej kostkę drożdży. Ale teraz władza, żeby uniemożliwić pędzenie bimbru, drożdże zasoliła i żądna porządna krowa tego nie tknie. Ostatnim ratunkiem jest więc ćwiartka wódki. A wódka na kartki.
Opowiedział też rolnik spod Kraśnika jak to stracił jałówkę.
Przyjechali ludzie aż z Warszawy. Sprzedaj jałówkę. Nie chciał. Wylicytowali podwójną cenę. Odmówił. Rano na progu obory potknął się na cegle. Pod cegłą zwitek banknotów. Jak wylicytowali, tak zapłacili. A jałówkę zabrali.

Jechałem w sierpniu 81 z Warszawy pod Sejny. Pociągiem i kilkoma lokalnymi autobusami. I ciągle na polach - dość daleko od szosy - widziałem szklane słoiki. Dnem do góry. Na którymś przystanku spytałem miejscowych, cóż te słoiki na polach znaczą. W tych słoikach są pieniądze- usłyszałem - za ziemniaki, marchew czy kapustę, które miastowi nocą zebrali.

To kolejny charakterystyczny moment tamtego czasu. Uczciwość.
Miasta celowo głodzono. Żeby wykazać, że przez strajki brak wszystkiego. Więc ludzie z miast sami - jak za okupacji - jeździli po zaopatrzenie na wieś. Ale przecież w reglamentowanej gospodarce PRLu większość upraw była kontraktowana. Więc rolnicy niekiedy nie mogli sprzedać niby swoich upraw (od kontraktacji zależała możliwość kupienia nasion czy nawozów). Więc "miastowi" kradli. Ale uczciwie zostawiali gotówkę w słoikach.

Nie byłem delegatem na I Zjazd Solidarności, ale wiedziałem, że będzie to także zjazd ostatni. Mój syn miał 16 lat więc uznałem, że musi zobaczyć to historyczne wydarzenie. Zabrał ze sobą kolegę z harcerstwa. Jedziemy nocnym pociągiem. Jak zawsze w PRLu - zatłoczonym. W Częstochowie udało mi się chłopaków umieścić w wagonie sypialnym. Sam stoję przy drzwiach. Dosłownie na jednej nodze. Słyszę, że kolejarz w wagonie pocztowym przyjmuje za drobną opłatą. Udało się. Mijamy Oliwę. (My zmierzamy na razie do krewnych w Sopocie) Kolejarz klnie na czym świat stoi. Przyjął w Krakowie, nielegalnie, dwie paki druków Solidarności. Ktoś miał te paki w Gdańsku-Oliwie odebrać. Nie odebrał. Co on teraz zrobi ? Zgłaszam gotowość dostarczenia przesyłki do hali Oliwii. Spisuje mnie z dowodu osobistego. I tak zostaję na peronie ze stu kilogramami gazetek i broszur. Jedziemy do Oliwii. A tam oblężenie. Straże Solidarności tworzą kordon już na 50 metrów od hali. Przed tym kordonem telewizyjny dziennikarz-najemnik nagrywa wypowiedź o tym, że ekipa telewizji nie została wpuszczona na Zjazd. Oczywiście nie dodaje, że to dlatego, iż notorycznie kłamał w swoich sprawozdaniach o Solidarności. Po długich namowach udaje mi się przekazać wiadomość, że jestem. Że czekam. Czekam z drukami Zarządu Regionu. Zjawia się Leszek Kuzaj. Druki przyjmie, ale co on z nimi zrobi ? Trzeba przejść procedurę cenzury, wyceny, i kto to będzie sprzedawał czy rozdawał. O przepustkach dla nas nie ma mowy. Namawiam go na małe kłamstwo. Niech powie w szefostwie Zjazdu, że z Zarządu z Krakowa przyjechała ekipa kolporterów i uzyska przepustki dla druków i dla nas. Udało się. A dlaczego ? W pakach było trzysta egzemplarzy Gazety Krakowskiej. To był wtedy towar "spod lady". Dostaliśmy akredytacje. Znaleziono nam jakąś nieużywaną szatnię, którą zamieniliśmy na sklepik. Mój syn Aleksander nabył świeżo wydane "Kto jest kto w Solidarności:" i biegał za autografami. Do dziś ma ten egzemplarz z popisami bohaterów. Nawet Anny Walentynowicz, która w większości wypadków wydzierała z książki kartki ze swoim zdjęciem i życiorysem. Już wtedy oskarżoną ją o "niegodne reprezentowanie" Związku i usunięto z władz. Więc w ramach protestu wyrywała swoje zdjęcie z książki. Dla Aleksandra zrobiła wyjątek i dała autograf skreślając treść noty.

To już październik.
Strajki na uczelniach. Stoją (strajkują) region Olsztyn i Zielona Góra. Kolejna prowokacja. Ogłoszono, że ktoś - pewnie z ekstremy Solidarności - na cmentarzu w Sandomierzu zbezcześcił grób płk Skopenki, wyzwoliciela Polski. Więc Solidarność narusza sojusze, zagraża równowadze geopolitycznej. Solidarność Sandomierza strajkuje w proteście przeciw szkalowaniu. Wałęsa obiecuje, że osobiście wyczyści ten grób.

Komisja Krajowa wpada na pomysł ogłoszenia strajku powszechnego. Mamy strajkować wszyscy - jedną godzinę. Żeby przerwać wszystkie strajki. I od tej chwili o strajkach ma decydować tylko Komisja Krajowa.
Jest w tym jakaś logika. Czuliśmy wszyscy, że zbliża się moment decydujący. Że dojdzie do strajku generalnego. Władza szykuje w sejmie ustawę o stanie wyjątkowym.
No więc strajkujemy tę nakazaną godzinę. Co zrobić, żeby w takiej instytucji jak telewizja strajk był widoczny ? (Przerwanie programu nadawanego z Warszawy nie wchodziło w grę.)
Proponuję uchwalenie rezolucji wyrażającej nasze wątpliwości co do sensu tego strajku.
Zaproponowałeś - napisz.
Piszę.
Piszę, że strajkujemy jako zdyscyplinowani członkowie Solidarności. Ale. Związek liczy 10 milionów członków. więc - tu przytoczę fragment rezolucji:

"Cel dla którego powstaliśmy my - Solidarność - jest możliwy do osiągnięcia przez konstytucyjnie działające samorządy zakładowe, terytorialne i spółdzielcze, w których przez naszą liczebność możemy dominować.
Droga ta wymaga wiary i cierpliwości, świadomości i umiejętności, i praca nad wykształceniem takich cech wśród naszych członków i całego społeczeństwa, winna być nadrzędną dyrektywą Związku."

Zebraliśmy się na tę godzinę strajku w dużym studiu - trzystu członków Solidarności TV Kraków. Przeczytałem projekt rezolucji. Przegłosowaliśmy i wysłaliśmy jej tekst do Komisji Krajowej. Za kilka dni ukazała się na pierwszej stronie Tygodnika Solidarność. Na drugi dzień usłyszałem od redaktora naczelnego TV: Chcecie władzy ! Miał rację.

Cóż dziś myślę o swoim tekście. O sensie tej rezolucji?
Kreślenie tak odległych perspektyw na miesiąc przed stanem wojennym może się wydawać naiwne. Ale powtarzam. Mając świadomość ciągłego zagrożenia postępowaliśmy tak, jakby ono nie istniało. Inaczej nie zrobilibyśmy nic !
Dziś, gdy Polska staje się obywatelską, samorządną i samorządową, widać jaką zbrodnią był stan wojenny. Gdyby komunistyczni zbrodniarze nie przerwali na dziesięć lat pracy nad samo-rządzeniem się. Gdyby nie zabito WIARY u tak wielu.

Artur Janicki

Kraków, dnia 18 sierpnia 2005 roku.
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
Twój komentarz może być pierwszy
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Treść komentarza
Twój podpis
 



 
za: Promieniści nr 10/86 z 1987-02-16
Internetowe Archiwum Opozycji Demokratyczej w Małopolsce lat 1976-1989
           Realizowane przy współudziale Stowarzyszenia dla Małopolski            
poleć ten serwis znajomemu