forum     goście     linki     kontakt     szukaj     start         
Nasze informacje
Wystawa
Archiwum
Tamte czasy
Nasza sonda
Adam Michnik nie został zaproszony na prezydencką uroczystość z okazji Marca 68. Fakt ów oceniasz:
pozytywnie
negatywnie
zobacz wyniki
archiwum sond

Małopolska
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
2005-08-24
Edward Nowak
O roku ów !
O roku ów !
kto Ciebie widział w naszym kraju !
(A.Mickiewicz)

Z dniem 1 lipca 1980 roku wprowadzono do sprzedaży w sklepach komercyjnych kilka dalszych gatunków mięsa i wędlin jak np. boczek, bekon, golonka, mięso wołowe bez kości, kaczki, gęsi itp.
PAP ogłasza komunikat o olbrzymich dotacjach państwa do mięsa rzędu 76 miliardów złotych czyli prawie tyle ile wynosi koszt produkcji globalnej (90 mld. zł). Wygląda to na znaczny wzrost cen i do tego zakamuflowany.
Wszyscy klną, złorzeczą, dyskutują.
Chodzą słuchy, że strajkują w Ursusie, Mielcu, Świdniku ale to nic pewnego. Często słyszy się głosy, że to tylko plotki. Dopiero gdy zastrajkowali kolejarze węzła lubelskiego wiadomości tej nie udaje się zablokować - przeniknęła na cały kraj. Wiemy już, że w wielu zakładach dano podwyżki rekompensujące wzrost cen.
U nas w stołówce kotlety podrożały z 10,50 na 18 zł.
Wiadomości bardzo sprzeczne. Ponoć strajkuje bardzo wiele zakładów ale to nic pewnego. Wczoraj słyszeliśmy, że strajkują we Wrocławiu (w "Dolmelu"), dzisiaj że już po strajku. Każda wiadomość o strajku prawie natychmiast okazuje się plotką lub, że był parogodzinny strajk ale już po wszystkim. U nas w Krakowie zupełny spokój. Jedynie coś tam jest w tarnowskich "Azotach".
W "Polityce" z 23 lipca artykuł : " Życie na własny rachunek" z którego co nieco wynika.
Tymczasem Edward Gierek wyjeżdża na Krym. I znów domysły.: gdyby było tak źle, to czy odważyłby się wyjechać, a może pojechał po "ruskich" - takie słyszę komentarze.
A w telewizji Olimpiada. Prawie zupełnie mnie to nie obchodzi. Widziałem jednak wspaniały skok Kozakiewicza i Jego triumf nad poprzeczką i wyjątkowo szowinistyczną publicznością i … ten gest!
Dzisiaj (6 sierpnia) przeczytałem komunikat GUS-u. Mowa w nim o "wzroście płacy realnej o 3,6 %". Co za bezczelne kłamstwo, jaki wzrost, po takich podwyżkach…? No cóż trzeba posłuchać co mówią ludzie. Próbuję nawiązać rozmowę z elektrykami, z operatorami na mostku, z pracownikami Elektromontażu, którzy montują mi szafy tyrystorowe. Rozmowa jednak nie klei się. Narzekają i to bardzo ale niewiele wiedzą co dzieje się w kraju. Do tego czuję jakby nieufność wobec mnie - inżynier, mistrz. Nie bardzo wiem dlaczego ale czuję to wyraźnie.
Muszę posłuchać "Radia Wieliczka" . Z dużym trudem udaje mi się, wśród pisków, trzeszczenia coś tam zlapać. Słucham dosyć długiej wyliczanki strajków. Zapamiętałem Aleksandrów koło Łodzi, MZK w Warszawie. Szczególnie dużo było wymienianych zakładów z Łodzi i Warszawy. Mówiono też o odezwach chłopów. Zagłuszają jednak tak bardzo, że wyłączam radio. Niewiele w końcu usłyszałem ale i to co usłyszałem jest takie nierealne. Skoro jest taki "burdel" w całym kraju to czemu u nas w Hucie, w Krakowie taka cisza. Albo "Wieliczka" nadmuchuje ten balon albo ta nasza huta to banda…No, ale przecież Kraków - nic z tego nie rozumiem.
15 sierpnia. Wreszcie coś konkretnego. W komunikacie PAP czytam o "zakłóceniach w rytmie pracy" w kilku zakładach w Polsce a wraz z tym komentarz o szkodach jakie przynoszą krajowi "przerwy w pracy".
Przed kamerami TV Babiuch mówi: "…począwszy od lipca w szeregu miejscowości i zakładów mieliśmy okresowe przerwy w pracy. Dzisiaj wystąpiły one w dużej skali w Gdańsku" Dalej mówi o trudnej sytuacji gospodarczej o stratach jakie przynoszą przerwy w pracy nam wszystkim o jedności itd. Myślę sobie, że coś tu nie gra. O jakiej trudnej sytuacji gospodarczej on mówi, przecież mamy "Polcolor", "Hutę Katowice" (no to mi się nie podoba - po jaką cholerę taki kolos i to na Śląsku, przecież trzeba nam nowoczesnego przemysłu przetwórczego a nie surowcowego), po ulicach jeżdżą "maluchy" , co prawda dużo droższe niż miały być), tu oddano, tam uruchomiono, słuchamy Grundigów, Thomsonów . Przecież to wszystko powinno nam się spłacać i to co najmniej w dwójnasób. Tyle kupiliśmy tych licencji. U nas choćby Karoseryjna, Prądnicowa w Bochni . Prawda, że po tym co było w Radomiu i w Ursusie coś ciągle nie gra. Nie czuje się tego tempa co wcześniej. Coś się dzieje. Ludzie kręcą, szukają nie wiadomo czego. Każdy próbuje urządzić się na własną rękę jak najlepiej. Dawniej słyszało się, że kradną tylko "szyszki" teraz kradnie prawie każdy: kierownik, mistrz, brygadzista, nawet szeregowi pracownicy. Właściwie mówi się o tym inaczej: "kombinują". Przecież ja sam zamierzam zostać "badylarzem". Zgromadziłem nieco materiałów, omówiłem budowę szklarni, uczę się o jakichś eurocrossach, odmianach warszawskich i tego typu bzdurach, obliczam kąty optymalnego nasłonecznienia. Co więc się dzieje naprawdę. Jeśli jest w porządku to dlaczego chcę porzucić hutę i zostać badylarzem?
Poniedziałek 18 sierpnia. W radiu i telewizji przemawia Gierek. On też mówi o trudnościach gospodarczych. Chyba pierwszy raz słyszę o tym od niego. Pada nawet to tajemne słowo "Strajk". Obiecuje zamrożenie nowych cen do jesieni, nowych dodatkach na dzieci, kontroli cen, poprawie zaopatrzenia. Nawołuje do rozsądku. O Gdańsku mówi, że robotników wykorzystują do celów antysocjalistycznych i politycznych. Na koniec straszy: "…są granice, których nikomu przekroczyć nie wolno. Wyznacza je polska racja stanu, poczucie odpowiedzialności za los Ojczyzny".
Z radia dowiedziałem się o tragicznej katastrofie kolejowej pod Toruniem. Zauważam jednak, że ludzie nie bardzo tym się przejęli, nurtuje ich coś zupełnie innego.
Dzisiaj był strajk na Wydziale Mechanicznym! Podobno dali ultimatum: jeśli ich warunki nie zostaną spełnione wznowią strajk. Cała huta mówi o tym ale wyczuwa się w tym jakąś bojaźń. W gruncie rzeczy nikt nie wie nic konkretnego. To przerażające - pracujemy w tym samym zakładzie a tak niewiele o sobie wiemy.
Środa (20.08). Czytam w "Południowej" komunikat PAP o "zaopatrzeniu rynku w tłuszcze i inne artykuły żywnościowe". Coś za dużo tego PAP-a ostatnio i obowiązkowo komentarze.
Wynotowałem sobie tytuły z prasy z ostatnich dni:
- "Rolnicy bez chwili wytchnienia pracują przy sprzęcie zbóż"
- Rytmiczna praca warunkiem rozwiązywania trudności społeczno-gospodarczych"
- "Uczniowie szkół podstawowych rozpoczęli naukę"
- "Strajki utrudniają życie mieszkańców i powodują ogromne straty gospodarcze ( slowo "Strajk" weszło już na stałe do użycia - ale się porobiło)
- "Zebrania organizacji partyjnych"
- "Spokój nadal potrzebny"
- "Świat o sytuacji w Polsce" - oczywiście krytycznie
- "Sytuacja na Wybrzeżu"
Nawet Prymas Wyszyński krytykuje strajkujących.
Już od kilku dni miałem być na urlopie ale praca trochę mnie przytrzymała. Jutro ostatni dzień pracy i odetchną od tego wszystkiego.
21 sierpnia - czwartek. Gdy przyszedłem do pracy zaskoczenie było zupełne - STRAJK NA ZGNIATACZU. Okazuje się, że wczoraj o 16-tej , po przerwie technologicznej nie rozpoczęto walcowania. Zastrajkowała zmiana "D". Pracownicy poczęli się gromadzić wokół kantorka odpraw koło mostka sterowniczego nr. 2. Sformułowano postulaty. W nocy byli z dyrekcji próbując negocjacji lecz bez rezultatów. Wyproszono z Sali przewodniczącego związków z wydziału. Nie chciano rozmawiać dopóki nie opuści kantorka odpraw. Podobno usiadł za stołem wraz z dyrekcją.
Stoję, jak inni, pod mostkiem PU-2. Słucham. Podejmowane pertraktacje z Dyrekcją nie przynoszą rezultatów. Pracownicy żądają przybycia przedstawiciela władz politycznych Krakowa. Wokół widzę tę niepewność: co oni zrobią ale też i zawziętość. Przy tym wszystkim duża nieporadność. Próbuje się wtrącać. Ludzie nawet mnie słuchają ale hełm z paskiem nie budzi ich zaufania. Do tego pracuję tu dopiero 9 miesiąc, niewielu mnie zna. Mimo tej nieporadności widzę, że wydział jest doskonale zabezpieczony. Szczególną uwagę zwraca się na piwnice olejowe (bardzo łatwo je podpalić) i maszynownię ze względu na łatwość dokonania poważnych uszkodzeń. Sam, co jakiś czas, sprawdzam zabezpieczenie maszynowni. Obawa przed sabotażem jest duża. Ochrona urządzeń nie wymagała jednak prawie żadnej organizacji, odpowiedzialni za nie pracownicy robią to samorzutnie.
Po południu przybywa sekretarz Komitetu Krakowskiego Michalski. Rozmowy prowadzone są w kantorku odpraw. Niewiele słyszę. W środku jest tylko 20-osobowy komitet strajkowy i obstawa. Załoga stoi wokół kantorka i "podsłuchuje" przez otwarte okna. Co jakiś czas wychodzi ktoś z komitetu relacjonuje co tam się dzieje, zadaje krótkie pytania, słucha gremialnych odpowiedzi i wraca do kantorka. Powtarza się to wielokrotnie. Jasne, że takie negocjacje nie doprowadzą do niczego. Istotnie rozmowy kończą się bez rezultatów. Ciągle przybywają przedstawiciele z innych wydziałów., odpisują postulaty, dyskutują i znikają.
Następuje zmiana Komitetu Strajkowego. Wybrano 6 osób by łatwiej prowadzić rozmowy. Jestem w tej szóstce. Formułujemy postulaty na nowo. Odczytujemy załodze. SA prawie wszyscy robotnicy, pracowników administracji nie ma, kadry niewiele.
Nadchodzi niespokojna noc. Bardzo liczymy na to, że przyłączą się inne wydziały. Przecież odpisywali postulaty, byli u nas ale suwnica na sąsiedniej Walcowni Gorącej jeździ chyba więcej niż zazwyczaj.
Dzwonię na inne wydziały z jednym tylko pytaniem : "co u was?" Wszędzie słyszę to samo: "gadają, gadają ale nic" Wreszcie jest coś. - stanął Slabing! Nad ranem okaże się, że wytrwali tylko kilka godzin.
Komitet Strajkowy Zgniatacza obraduje prawie cały czas. Przyjmujemy założenie, że jeśli do rana nikt nas nie wesprze, choćby jeden wydział, to zakończymy strajk i przyjmiemy warunki dyrekcji, walcząc o jak najwięcej.
Sporo czasu zajmuje nam przyspieszone uczenie się systemu płac, taryfikatorów, uprawnień pracowniczych. Chcemy być - choć trochę - przygotowani do negocjacji. Analizujemy postulaty, przygotowując uzasadnienia.
Również w nocy przybywa "Faja" czyli dyrektor Razowski (ds. produkcyjnych). Staje na schodkach. Podchodzi do niego kolega z postulatami. Gdy tylko rzucił na nie okiem odpowiedział: "gdzie ja znajdę takiego frajera co to ode mnie weźmie?" Po tych słowach, wszyscy - jak na komendę - odwracają się plecami. Zbiega ze schodków próbuje obrócić to w żart. Nikt nic nie mówi tylko odwraca się do niego plecami. Ma to w sobie coś z symbolu.
Wreszcie ranek. Dostajemy informację iż o 10-tej przyjedzie dyrekcja na rozmowy. Niestety, dajemy się zwieść tym szczwanym lisom na rozmowy w budynku administracyjnym.
Nie poparł nas żaden wydział blisko 40 tysięcznej huty.
Zrezygnowani podpisujemy porozumienie. Udało się wywalczyć to i owo , wszyscy jednak czujemy przegraną. Po blisko 3 dniach strajku poddaliśmy się. Nikt się nie cieszył z tego co wywalczyliśmy.
Na drugi dzień pojechałem na odłożony urlop. Trafiłem na zwożenie siana w gospodarstwie moich teściów w Rożnowie.
31 Sierpnia 1980 roku - niedziela. Ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem patrzyłem jak Lech Wałęsa olbrzymim długopisem podpisywał Porozumienie Gdańskie.

Taki był mój Sierpień !

Edward Nowak
b. St.. Mistrz Walcowni Zgniatacz - członek Komitetu Strajkowego

PS. Niniejszy tekst powstał na podstawie notatek jakie wówczas prowadziłem, prawie ich nie zmieniając (nawet stylu, gramatyki itd.) a jedynie skracając znacznie tekst oryginalny.

Kraków, 24 Sierpień 2005 roku
WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW 
Twój komentarz może być pierwszy
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Treść komentarza
Twój podpis
 



 
za: Promieniści nr 10/86 z 1987-02-16
kalendarz:
1989-04-20Rejestracja Solidarności Rolników Indywidualnych
1984-04-20Odrzucenie propozycji uwolnienia, w zamian za wyrzeczenie się działalności politycznej
Internetowe Archiwum Opozycji Demokratyczej w Małopolsce lat 1976-1989
           Realizowane przy współudziale Stowarzyszenia dla Małopolski            
poleć ten serwis znajomemu